Janusz Buczkowski

Tak Było… / fotografia

Zapraszamy na wystawę wspaniałego fotografa Pana Janusza Buczkowskiego – zobaczymy – to czego już nie ma – w naszym najbliższym otoczeniu. Wernisaż wystawy...

Galeria Dolna

Rozpoczęcie: 6 lutego 2015, g. 18:00
Zakończenie: 27 lutego 2015

Zapraszamy na wystawę wspaniałego fotografa Pana Janusza Buczkowskiego – zobaczymy – to czego już nie ma – w naszym najbliższym otoczeniu. Wernisaż wystawy „Tak było…” 6 lutego o godz. 18:00. Wystawa potrwa do 27 lutego 2015 r.

Sponsorem wystawy jest Pani Elżbieta Giedyk-Sierakowska i Zbigniew Sierakowski.
Oprawa piankowa – Forma Master Foto – Grzegorz Bera.

Bezcenny dar fotografii – możliwość bezpośredniego dotknięcia rzeczywistości i utrwalenia jej fragmentu sprawia, że zdjęcia – zwłaszcza te o charakterze dokumentalnym, reportażowym czy społecznym, nabierają wartości wraz z upływem lat. Kadry, cytujące minioną rzeczywistość w jej najbardziej charakterystycznych przejawach, celnie puentujące sytuacje, wydarzenia, zwyczaje, są niejednokrotnie jedynymi, wizualnymi dowodami ich zaistnienia. Wyrwane przemijaniu obrazy, widoki i sceny ukazują ludzi, którzy odeszli, przestrzeń, która zmieniła charakter – świat, który bezpowrotnie minął… Szczególnie wartościowe są te, mające rangę dzieła sztuki: „upolowane” obiektywem wytrawnych artystów fotografików, którzy nie tylko potrafią wydobyć z nich esencję konkretnego zjawiska, ale i zamknąć ją w doskonale skomponowanym kadrze fotograficznego obrazu. Mając świadomość karencji czasu i epokowych zmian – w tym zmianę pokoleń – a także i ulotności pamięci, która gubi część z nich w mnogości wykonanych ujęć, wielu z nich sięga obecnie do swych, niejednokrotnie ogromnych archiwów negatywów, w poszukiwaniu takich właśnie, przewartościowanych przez czas, fotograficznych kalek z minionej epoki.
Jednym z nich jest Janusz Buczkowski, znakomity kielecki artysta, fotograf i pisarz, współtwórca słynnej „Kieleckiej Szkoły Krajobrazu”. Artystycznie pochłonięty niegdyś tworzeniem doskonałych „portretów” świętokrzyskiego krajobrazu i Puszczy Jodłowej, interesował się również twórczo ówczesną, socjalistyczną codziennością i życiem zanurzonych w nią ludzi. Wydaje się, że nie była jego celem systematyczna dokumentacja – raczej wyszukiwanie, dociekliwym okiem łowcy, jej wizualnych przejawów szczególnie mocno nasączonych treścią, tych, które go poruszyły, zauroczyły, lub które uznał za szczególnie trafny znak czasu.
Z takich właśnie zdjęć składa się wystawa zatytułowana „Tak było…” Jej tematyczna różnorodność z jednej strony odsłania szeroki wachlarz zainteresowań twórcy, z drugiej – w miarę wszechstronnie ukazuje panoramę życia Polaków w latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych ubiegłego wieku. „Tak było…” – te dwa słowa i, obrazujące nutkę zadumy, trzy kropki na końcu, oddają też intencje autora, który nie moralizuje, nie komentuje i nie ocenia. I nie kokietuje odbiorców. Pokazuje tylko to, czego sam był świadkiem, co utrwalił na błonie fotograficznej i co najtrafniej oddaje pamiętaną przez niego rzeczywistość. Tematem wielu fotografii jest praca i wykonujący ją ludzie. Najwięcej ujęć artysta poświęcił ZP „Iskra”, gdzie sam pracował w kadrze zarządzającej. Oprócz nich można obejrzeć kadry z innych kieleckich zakładów przemysłowych: z ZP Armatury, Kieleckiej Fabryki Pomp Białogon, Dymińskiej Fabryki Domów, Przedsiębiorstwa Przemysłu Ciężkiego, Zakładów Dziewiarskich, Spółdzielni Mleczarskiej Radostowa. To portretowe ujęcia zajętych pracą ludzi, wnętrza wypełnione maszynami, pozujący grupowo robotnicy. Lecz temat pracy dopełniają też ujęcia przedstawiające osławione „czyny społeczne”, a wśród nich unikatowe fotografie dokumentujące dewastację – w ramach jednego z nich – kieleckiego cmentarza żydowskiego. Utrwalone sceny wyrywania z ziemi, z pokazowym zapałem, pięknych, rzeźbionych macew, rozbijanych i zrzucanych na bezładne stosy, budzą zgrozę i zwykły ludzki wstyd. „Tak było…”
Były też obowiązkowe pochody pierwszomajowe – i ogromny portret Lenina, jakim z tej okazji ozdobiono (1967r.) Wojewódzki Dom Kultury; one również zostały utrwalone na fotografiach Janusza Buczkowskiego. Znaczna część wystawy została jednak poświęcona codzienności zwykłych ludzi, z jednej strony zmagających się z uciążliwościami zgrzebnej i prowincjonalnej egzystencji, a z drugiej cieszących się drobnymi przyjemnościami życiowej stabilności. Należą do nich świetne fotografie mini-cyklu, „co ludzie noszą”: z człowiekiem niosącym na ramionach drewniane koło do wozu, kobietą dźwigającą przed sobą dużą paczkę, kilkuletnim chłopczykiem toczącym przez pusty zaułek odrapaną, blaszaną miednicę, czy z mężczyzną, z dużym trudem unoszącym pakunek na przejściu dla pieszych przy kieleckim magistracie. I te, przedstawiające przechodzących i rozmawiających na ulicy ludzi: z Kielc, Warszawy, Krakowa i Zakopanego. Nie zabrakło charakterystycznych migawek z życia wsi: kroczących zamaszyście środkiem drogi czterech kobiet w pasiastych zapaskach i gumowych, czarnych butach, starych kobiet przy przydrożnym krzyżu i na wiejskiej drodze, zimowych scen nabierania wody ze studni, czy z targu koni w Bodzentynie.
Wystawa autorskich zdjęć Janusza Buczkowskiego została dopełniona zespołem 28 portretów przodowników pracy, odnalezionych wśród archiwaliów BWA. Relikt zapomnianej wystawy „na zamówienie” partyjnych władz – „tak było…”. Pokazujemy je w kontekście tej prezentacji, jako znak tamtych czasów – bo również i „tak było…”. Ale i z szacunkiem dla nich – ludzi dobrej roboty, którzy rzetelnie i uczciwie wykonywali swoją pracę, mając świadomość, że nagrodą może być tylko poczucie dobrze spełnionego obowiązku; czasem blaszka odznaczenia – i portret na wystawie…
Każde zdjęcie ekspozycji „Tak było…” to katalizator wspomnień dla tych, którzy takie czasy pamiętają i źródłowy dokument dla tych, którzy mieli szczęście urodzić się później. Wiele z nich to także ponadczasowe metafory ludzkiego losu – egzystencji wplątanej w nieludzką soc-rzeczywistość. „Tak było…” – podziwiając znakomite zdjęcia Janusza Buczkowskiego, mimo woli oddycha się z ulgą, że już tak nie jest…

Stanisława Zacharko-Łagowska