Rosa Tarruella Planas

San Symfonia

Wszystko płynie i nic nie pozostaje takie samo ...

Galeria Na Piętrze

Rozpoczęcie: 7 września 2012, g. 18:00
Zakończenie: 7 października 2012

ROSA NAD SANEM

Wszystko płynie i nic nie pozostaje takie samo (Panta rhei kai ouden
menei), powiedział w V w. p.n.e. Heraklit z Efezu. Czy to nie dziwne,
że do dzisiaj wszyscy to pamiętają i z upodobaniem powtarzają przy
różnych okazjach? Jakby wiedząc, że to co płynie kojarzy się głównie
z wodą, a płynąca woda z rzeką, Heraklit dorzucił jeszcze: Nie można
wejść dwa razy do tej samej rzeki, co bywa powtarzane chyba jeszcze
częściej, i to przeważnie w znaczeniu niezgodnym z intencją autora.
Żeby zrównoważyć przemądrzałe popisywanie się znajomością starożytnych
mądrości, zacytuję zapamiętane z młodych lat powiedzenie,
twórczo rozwijające myśl heraklitową: Wszystko płynie po tanim winie.
Dość cytatów!
Papier jest dużo młodszy od Heraklita, najstarsze zapisane chińskimi
znakami skrawki mają ponad dwa tysiące lat, choć jego wynalezienie
przyjęło się przypisywać chińskiemu kanceliście Cai Lunowi, co miało
nastąpić około roku 105 n.e. Pierwsze europejskie papiernie, prowadzone
przez Arabów, powstały w XI wieku na terenie dzisiejszej Hiszpanii.
Dość historycznych ciekawostek!
Wszyscy wyrośliśmy w kręgu cywilizacji papieru, a przybywająca do
nas z Barcelony Rosa Tarruella, także ze względu na długoletnie zajęcie
swojego ojca, szczególnie. Nic więc dziwnego, że papier jest podstawowym
nośnikiem jej grafiki i rysunku (co oczywiste), ale i malarstwa.
Każdy grafik z takim dorobkiem jak Rosa, może bez trudu zorganizować
wystawę, zwłaszcza w miejscu, gdzie dotąd nie pokazywał swoich
prac. Wystarczy wyjąć z szuflady gromadzone przez lata odbitki, zrolować
i wysłać lub przywieźć do galerii. To dość powszechny zwyczaj,
wiele osób tak robi. Długie wykazy wystaw w ich notach biograficznych
świadczą nie tyle o twórczej, co organizacyjnej aktywności czy –
mówiąc dosadniej – sprycie w załatwianiu kolejnych wystaw. Rosa nie
należy do kategorii mistrzów noty biograficznej, każda jej wystawa jest
premierowym pokazem.
Tak jest i tym razem. Na przygotowaną specjalnie dla kieleckiej galerii
wystawę prac na papierze składają się akwarele, litografie i frotaże, czasem
łączone z foto-akwafortą lub drukiem cyfrowym. Część tych prac
powstała w Barcelonie, część w podprzemyskiej posiadłości Rosy – w
Zalesiu koło Krasiczyna. Ich wiodącym tematem jest rzeka San.
Nie można dwa razy namalować tej samej rzeki, bo rzeka się wciąż
zmienia, choć płynie tym samym korytem i wciąż nosi tę samą nazwę.
Jej zmienność, różnorodność, głębię, mielizny, brzegi, żyjące w niej
ryby, związane z nią ptaki, żyjący nad nią ludzie – to wszystko, choć nie
w werystycznej formie, zawarte jest w obrazach Sanu przedstawionych
przez Rosę. Wiem, że nie wszyscy to zobaczą, ale tym, którzy mają
związane z Sanem wspomnienia, przyjdzie to z łatwością.
Nie można dwa razy zobaczyć tego samego obrazu. Mimo że obraz
wciąż jest taki sam, to jego odbiór jest za każdym razem inny, zależny
od okoliczności, sytuacji, oświetlenia, nastroju, nastawienia, uprzedzenia,
chęci lub niechęci, wyobraźni, skupienia, czasu poświęconego na
oglądanie, zdolności widzenia, przygotowania i świadomości oglądającego.
Czas jak rzeka, jak rzeka płynie (to słowa wszystkim nam znanej piosenki)
– i na odwrót: rzeka jak czas, jak czas płynie. Każdy obraz jest
zapisem czasu zużytego na jego stworzenie. Odbiór obrazu również
odbywa się w czasie. Sam czas jest najbardziej zagadkowym i niepokojącym
aspektem życia. Obraz rzeki jest metaforycznym przedstawieniem
czasu i przemijania.
Aby nie popaść w eschatologiczne rozważania wróćmy jednak na ziemię,
a nawet zanurzmy się w Sanie. Znajomość czy może nawet przyjaźń
Rosy z Sanem ma początek w końcu lat 80. ubiegłego stulecia,
kiedy to po raz pierwszy przyjechała do Polski i do Przemyśla. W roku
1991 była nawet autorką performensu Czaple w Sanie, pokazanego
podczas pleneru organizowanego przez przemyską galerię, którą wówczas
kierowałem.
Najbardziej zbliżonym do natury sposobem pokazania wstęgi Sanu wijącej
się na rozwiniętej rolce papieru Wenzhou jest ekspozycja w układzie
poziomym, w którym nie ma góry i dołu, a tylko prawy i lewy
brzeg. I tak też Rosa lubi pokazywać obrazy Sanu. Widziane z lotu
ptaka meandry środkowego biegu rzeki malowane są wodnymi farbami,
czyli w zgodzie z tematem, na papierze pochodzącym, jak prawie
wszystko teraz, z Chin. Ale to pochodzenie też jest bardzo na miejscu
– papier i herbata powinny być właśnie stamtąd.
Na obrazy zawsze lepiej patrzeć niż o nich czytać. Po co więc dalej pisać?

Tadeusz Nuckowski
sierpień 2012