Drogi Twórcze

malarstwo młodych twórców...

Galeria Piwnice

Rozpoczęcie: 8 marca 2013, g. 18:00
Zakończenie: 31 marca 2013
Zawadzka Iwona Misie, 116x125, 2012
Krysta Daniel_OP1
Gebczak-Janas Barbara motel

Legnicka Galeria Sztuki od ponad dwudziestu lat zaprasza młodych malarzy tuż po dyplomie do konkursu, który mógłby pomóc im się odnaleźć w przestrzeni obszerniejszej i bardziej otwartej niż uczelniane pracownie, przeglądy i poglądy. Przestrzeni, gdzie oceniającym jest przede wszystkim publiczność, w tym krytycy, we własnym mniemaniu będący jej reprezentantami. Ponieważ w tych dwóch dekadach malarstwo okresami schodziło z pola uwagi miłośników sztuki i mediów, można powiedzieć, że legnickie „Promocje” konsekwentnie udzielały młodym malarzom wsparcia i dobrze pełniły swoją funkcję, określoną w tytule imprezy. Tym lepiej, że organizatorzy nie porzucali najciekawszych uczestników konkursów po wręczeniu im nagród i wyróżnień, ale co pięć lat odnawiali z nimi swoje związki, mówiąc, jak przy pokerowym stoliku: „Sprawdzam”. Co oznaczało powrót do legnickiej galerii z wizytówką aktualnej twórczości i konfrontację z tutejszą publicznością, z laureatami kolejnych wystaw i sobą samym sprzed lat.
Pokerowy stolik nie został tu przywołany od parady (nie wszedł nam w paradę), bo kiedy stawia się pierwsze samodzielne kroki po ukończeniu uczelni, mając możliwość zaprezentowania tylko dwóch, trzech obrazów, to jest to jednak w dużej mierze rozgrywka obarczona sporym ryzykiem – i dla artystów, i dla jury. Nagroda mogła być rezultatem szczęśliwej karty, jaka znalazła się w ręku w danym momencie, ale mogła być wynikiem talentu i pracy zakrojonych na dłuższą metę. Co warto sprawdzić po pewnym czasie, nie tylko dla spokoju sumienia organizatorów.
Brałem udział w większości edycji tego konkursu jako juror, pamiętam jego początki, pisałem wielokrotnie teksty do kolejnych katalogów. W kwestiach bardziej ogólnych, dotyczących malarstwa tego czasu, trudno się nie powtarzać. Ale też cykliczność wystaw, które wychodzą z podobnego założenia i chcą osiągnąć podobny cel, czyli wyłonienie z nadesłanego materiału po prostu najlepszych w danym momencie realizacji, kazała mi nieraz zastanowić się nad tym, jakie kryteria można tu stosować, i jakie oczekiwania będą najwłaściwsze.
Oczywiście, tak artyści jak i krytycy, a szczególnie publiczność, zawsze chcieliby zobaczyć coś nowego, odkrywczego, jakiś zdecydowany, wyrazisty talent, osobowość, dzieło rzucające wszystkich na kolana. Był taki czas, kiedy dość często i zbyt wielu próbowało pójść na skróty, używając „skandalu”, jako zastępczego instrumentu, pozwalającego szybko osiągnąć efekt „nagłośnienia” danego artefaktu, co miało wspomniane „odkrycia” imitować. Zdarzało się to również na „Promocjach”, lecz było to zjawisko marginesowe, nawet dopuszczalne w pewnych granicach (żeby było barwniej na ekspozycji), acz nie promowane.
Jak jednak ten głód „geniuszu” zaspokoić? Czy w ogóle jest to miejsce i czas na tego rodzaju oczekiwania? Sam straciłem taką potrzebę już dawno temu. Obserwuję życie artystyczne dostatecznie długo, by wiedzieć, że niemal wszystkie sposoby przyśpieszenia dojrzewania artysty, różnego rodzaju „doping”, umożliwiający wskoczenie na najwyższy stopień podium, to wszystko – o ile w ogóle działa – działa przez chwilę, za to niszczy procesy mentalne i twórcze rzeczywiście wartościowe, które potrzebują czasu. Sztuka nie jest gonitwą, choć tak często i tak wielu chce ją obstawiać. Dlatego nie zaczynam oglądać prac na tego rodzaju konkursach z myślą: no, niech teraz któraś mnie „zabije”. Po prostu chcę żyć, i raczej nie mnożąc sobie niepotrzebnych rozczarowań. Szukam więc tego, co mnie do życia lepiej usposobi, da nadzieję, dostarczy szansy na prze-życie czegoś co najmniej wartego uwagi, czegoś co zostanie w pamięci, rozbudzi ciekawość wobec przyszłego, które dopiero nadejdzie.
W młodej sztuce, w pracach adeptów uczelni artystycznej, podstawą musi być tzw. warsztat; trzeba mieć jasność, że twórca sobie dobrze z nim radzi, nawet jeśli „udaje”, że nie zna, lub łamie wszystkie reguły rzemiosła. Jeśli tak czyni, szukam jego własnych argumentów na tę decyzję, których dane dzieło powinno mi dostarczyć. Wiem, oczywiście, że „warsztat” to minimum, które nikogo poza akademickim opiekunem studenta nie jest w stanie wprowadzić w podziw, ale jest ważne. Drugą rzeczą, i tu już właściwie pierwszorzędną (bo poprawność warsztatowa powinna być oczywistością), jest próba odpowiedzi na pytanie: Czy tam (w dziele) ktoś w ogóle jest? Czyli, trawestując tytuł niepublikowanej sztuki Sławomira Mrożka: „Kto tam?” Jeżeli w ogóle nie słyszę pukania od środka (zakładam w dobrej wierze, że jeszcze w ogóle słyszę cokolwiek) – odchodzę od dzieła. Czasem trzeba powrócić, ale w przypadku konkursu/wystawy młodych, taka możliwość zmniejsza się niemal do zera…
Stawiam sobie te i podobne pytania oglądając prace nadesłane na kolejną konfrontację po-Promocyjną. Porównuję z tymi sprzed lat. Czy muszą być konsekwentne? Nie muszą. Niektóre są, ale niekoniecznie dobrze im to robi. Stagnacja.
Inni przysłali zupełnie nowego rodzaju dzieła. Czy lepsze? Inne. I widać, że jedni dalej szukają, ale drudzy właśnie znaleźli. Czy to już na pewno właściwa droga? Nie wiem. Ufam często nie tym, którzy rozwijają się „liniowo” (to jeszcze zbyt krótki odcinek czasu), ale tym, którzy znajdują choćby fragmenty, byle tak samo „własne”, jak w poprzednich dziełach. Nie musi to być od razu sznur korali, ale choćby obietnica, że taki można z tych elementów ułożyć.
Z listy uczestników tegorocznego spotkania po latach wybrałem kilka nazwisk, na które chciałbym zwrócić Państwa uwagę, i podam je w kolejności alfabetycznej, żeby nie wartościować tych wskazań:
Magda Burdzyńska
Katarzyna Bogdańska,
Daniel Krysta
Julita Malinowska
Pascal Heliot
Aleksandra Urban
Małgorzata Wielek-Madrela
Być może obrazy wymienionych powyżej artystów trafiły jakoś szczególnie w moją wrażliwość, a inni, mam nadzieję, usłyszą „pukanie od środka” w innych pracach. Nawet jestem tego pewien, ponieważ wystarczy zaglądnąć do cv. uczestników tej wystawy, by zobaczyć, że większość bardzo się stara, by trafić na swojego odbiorcę; lista wystaw – indywidualnych i zbiorowych, konkursów, stypendiów i rezydencji bywa w wielu wypadkach imponująca. A to, że na tych listach jest nie tylko adres legnickiej Galerii Sztuki, świadczy o niej jak najlepiej.
Mirosław Ratajczak